niedziela, 10 lutego 2013

Home sweet home.

    Przyjemnie jest tak czasem wrócić sobie do domu. Odpocząć, pojeść dobre jedzonko, spotkać starych znajomych. Nacieszyć się widokami za oknem. Trzeci powrót do domu uważam za udany. Niestety moje RPGowe warsztaty do skutku nie doszły, bo sali ostatecznie jednak nie dostałem.
   Czasem brakuje mi takiej normalności, jaka panuje w rodzinnym domu. Gdzie wszystko jest uporządkowane, dzień ma pewien określony schemat. Takie pierdoły, które dostrzega się tylko w przypadku długotrwałej separacji. Nasze mieszkanie... ta wesoła patologia jest świetna. Czasem jednak można od tego odpocząć. I to odbudowuje.
     Mam tu problemy z muzyką. Nie wiem czego słuchać, ostatnio zacząłem mieć fazę na muzykę elektroniczną, Ratatat, Draft Punk, te klimaty. Faza na to się szybko skończyła i nic teraz mnie nie ciągnie jakoś mocno w swoją stronę... Może jak wrócę do Lublina, chwycę gitarę, to mi przyjdzie ochota na coś konkretnego, bo teraz (jak rzadko) siedzę raczej w ciszy.
      Zobaczymy jak będzie wyglądał drugi semestr, plan w porównaniu do poprzedniego (gdzie weekend co drugi tydzień zaczynałem w poniedziałek o 17) wypada raczej słabo. Wyjdzie w praniu.


"Herezja rodzi się z bezczynności." Imperialna myśl dnia, która ma pod sobą wszystkie sentencje. Dla mnie jest bardzo trafna. Zawsze kiedy się nudzę, albo nie mam czym się zająć nachodzą mnie jakieś durne rozmyślania, marazm, ewentualnie rozpamiętywania i tworzenie nieziszczalnych scenariuszy w czasie przeszłym. Nienawidzę tego i zawsze staram się czymś zajmować, mieć stale coś do roboty i rozkminiania. Cieszę się więc z nowego semestru.

2 komentarze:

  1. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Opowiedziałbyś coś o tej Waszej wesołej patologii. Człowiek się wybiera na studia i takie opowieści więcej go uczą niż rady typu: zamieszkaj w akademiku, zamieszkaj w pojedynkę. itp itd

    OdpowiedzUsuń