Dzisiaj jak przy każdym powrocie do domu wybrałem się z moim podróżnym, codziennym i odświętnym amigo Jakubem na wycieczkę "krajoznawczą". Tym razem wybór padł na masyw na Krosnem i najwyższą z tamtejszych górek, górę Suchą (585m) z wieżą telewizyjną na szczycie. O podejściu nie ma się co rozwodzić, bo to górka jak górka. Lesiście, stromo, liście nie sprzątnięte. Szczyt zalesiony, widoków nie było, za to w zamian wiało, wiało tak, że chciało łepetynę urwać. Dotarliśmy tam bez problemów z leciutką tylko zadyszką. Najfajniej było, kiedy znaleźliśmy wieżę. Nie wiedzieliśmy, czego się mamy spodziewać, ja myślałem, że to będzie po prostu ta wielka betonowa wieża między drzewami, a tam spotkaliśmy zupełnie co innego.
Tekst z diariusza Icka IbnBarabasza, kupca i podróżnika Beskidzkiego z RTCN na Suchej Górze.
" W podróżach mych beskidzkimi drogami i szlakami, z których te pierwsze kręte bywają i nierówne, a drugie urywają się niespodziewanie i ku wielkiemu zaskoczeniu nagle pojawiają, odbyłem też wyprawę pod włości znane mi po prawdzie wcześniej, acz nigdy nie odwiedzane. Wszelkie styczności z Wieżą na Suchej Górze ograniczały się bowiem do podziwiania jej z daleka, czy to dniem, kiedy przy dobrej widoczności góruje nad okolicami, czy to nocą, gdy czerwone światła palone są na szczycie jej masztu. [...]
Wieża wznosi się na samym szczycie. Prowadzą doń dwie drogi. Pierwsza jest kamienista, stroma i wije się wzdłuż grani. Tą też drogą doszliśmy pod jedną z bram. Druga z dróg, mniej stroma i kręta, wyłożona kostką, a dalej asfaltowa, biegnie z nieodległych włości, czyli Czarnorzek. Całość otacza płot wysoki na ponad dwa metry, a zwieńczony drutem kolczastym, coby nikt nieproszony po terenie się nie panoszył. Od strony lasu bramy solidne, po prawdzie mocne i z prętów grubych, ale nie konserwowane należycie i rdzą gdzieniegdzie świecące. Od strony brukowanej, brama lepiej oporządzona i bardziej reprezentatywna, obok furta solidna. Byle kto nie wejdzie, każden gość, proszony lub nie, grzecznie strażom przedstawić się musi i po pozwolenie na wejście, pod czujnym okiem, swoje odczekać.
Do zabudowań głównych długa, betonowa promenada prowadzi. Na kompleks składa się sama baszta na ponad sto metrów wysoka i zabudowania służbowe załogi. Wokół jeszcze wzorowo utrzymane szopy z opałem i innym niezbędnym oporządzeniem. Zbocze wzmocnione jest wysoką na jakieś dwa metry betonową podmurówką. Wokół podmurówki rosną winorośla i jabłonie, pięknie kwitnące o tej porze roku.
Sama baszta mająca w tym roku pięćdziesiąte pierwsze urodziny zbudowana jest z żelbetonu. Nie zdobiona, ponura i szara wznosi się smagana nieustannie wiatrami. Na szczyt prowadzą kręte schody niczem w minaretach, które oglądałem w Egerze. Okienka są nieliczne i małe. Kilka okala szczyt. Zapewne rozciąga się stamtąd najlepszy widok na całym województwie. Szczyt wieńczy biało czerwony maszt, świecący nocami, by ostrzegać nierozważnych lotników. Zabudowania załogi wzorowo utrzymane, bielone, zadaszone niebieską blachą. Okna zakratowane jak w klasztorach.
Niewielka załoga mogłaby tam bronić się odizolowana od armii nieprzyjaznej. Posiadając własną wodę i zapasy zgromadzone w (zapewne rozległych) piwnicach, baszta wydaje się nie do zdobycia. Usytuowana na szczycie stromej góry, mając ogląd na całą okolicę, broniłaby tej części pogórza przed napaścią czy to tatarską, czy węgierską lub kozacką. [...] Umieściwszy tam ludzi wytrwałych i nawykłych do górskiego życia, książę mógłby mieć pewność, że załoga nie zawiedzie w razie potrzeby.
Włości pod basztą niezbyt rozległe, jednak wystarczą, by zaopatrzyć rezydentów i przynieść dochód odpowiedni dla prosperowania całości. Lud mieszka tam dość bogaty, a pobożny, pod każdym z murowanych domków jak należy znajduje się kapliczka. Niewielkie pola obradzają zbożem, ziemniakami i warzywami wszelakimi, jest tam też kilka sadów, a dalej wyręby.
Przystanku nie urządzaliśmy w tej okolicy dłuższego, tylko tyle by wystarczyło okiem na zabudowanie rzucić i pięknością i potęgą baszty się zachwycić. "
Ot taki powrót do radosnej twórczej inicjatywy. Czy udany, to już nie pod moja ocenę podlega. Po prostu czasem fajniej jest widzieć świat nie takim jaki jest, ale właśnie z innej perspektywy. Mojej. Gdzie wieża radiowo-telewizyjna mogłaby równie dobrze nadawać się na obronną basztę zamiast zamku odrzykońskiego, gdzie przemierzanie szlaków karawaną byłoby powszechnie przyjęte i praktykowane. Czasem fajnie jest sobie tak fantastycznie-epicko pogdybać. A jak się to ubierze w słowa to może nawet się to może spodobać.

Taki jakby Don Kichot raczej :P
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńżelbetu*...
OdpowiedzUsuń