Może zacznę od tego, co mi się podobało, mianowicie jak zwykle atmosfera. Wszędzie pełno fantastów, rekonstruktorów i ludzi w strojach. Dużo znajomych twarzy. Trzy wyjątkowo dobrze znajome, nie widziane od września. Poza tym ogrom konwentu, który przybrał właściwie formułę targów.Poziom tych kilku prelekcji, na których byłem był jak zwykle wysoki.
Logistycznie moim zdaniem Falkon bł rozwiązany słabo. Salki prelekcyjne były małe, a konsolówka pustawa. Poza tym nie mogę się przekonać do toczenia się akcji w kilku szkołach (w tym roku w 2 plus budynek targów lubelskich). Być może to z tego powodu nie byłem na ani jednej atrakcji w bloku RPG. Nie udało mi się też zagrać żadnego RPG, ale to już nie tylko moja wina.
Wszelkie atrakcje towarzyszące przyjazdowi Człowieka Prawnika i spółki do Lublina zapadną mi na długo w pamięć. Na długo zapamięta je też moje biedne, zdarte gardło i wiejący pustką portfel. Śpiewanie na placu po farze, niemalże do godziny 4 nad ranem, to jest to co warto robić przy okazji konwentu.
Właściwie ciężko mi powiedzieć, czy Falkon jeszcze jest konwentem. Nawet w nazwie ma "festiwal fantastyki" . Ta impreza jest ogromna, a teraz jeszcze jej formuła uległa pewnej zmianie (w związku ze zmianą miejscówki). Esencją konwentowania stały się dla mnie więc konwenty zaściankowe, te organizowane w Tomaszowie Lubelskim, Lubartowie i Zamościu. Tam panuje prześwietna atmosfera, wszystko jest w jednym miejscu i może nieco kuleje jakościowo, ale za to całość mając kameralny charakter, zbliża wszystkich uczestników. Pomimo nie przespania kilku dni, na takim konwencie mogę rzeczywiście powiedzieć, że świetnie się bawię i wypoczywam od codzienności, zawieszony gdzieś pomiędzy światami.
Wielkim marzeniem, które w końcu spełnię jest organizacja konwentu w Krośnie, pod egidą mojego rodzimego klubu fantastyki Elizjum.
Ostatnio przekonałem się do szant śpiewanych po francusku. Przyjemna odmiana od znanych na pamięć polskich i angielskich wykonań.


